znajdź słowa:  w kategorii:  jak szukać? nazapki

Lista odpowiedzi

RSS - poradnia Zasubskrybuj nowości przez RSS (co to jest?)

wpisy 831 - 840 z 935 znalezionych

  • 9.09.2002

    dwuznak

    Co to są dwuznaki? Czy ni i mi w wyrazie kamienie to dwuznaki?
    Dwuznak to połączenie dwóch liter oznaczające jedną głoskę, np. w polszczyźnie sz lub ch. Litery ni w słowie kamienie tworzą dwuznak, gdyż odpowiadają jednej głosce [ń], natomiast litery mi nie są dwuznakiem, gdyż odpowiada dwóm głoskom [m'j].

    Mirosław Bańko

  • 6.09.2002

    skrzat

    Szanowny Panie Profesorze,
    Chciałabym prosić o rozwiązanie problemu deklinacji wyrazu skrzaty w bierniku liczby mnogiej. Słownik Języka Polskiego PWN z 1985 r. pod red. prof. dr. M. Szymczaka podaje w bierniku jako poprawną formę skrzatów , podobnie jak Komputerowy słownik Multimedialny, natomiast Inny Słownik Języka Polskiego PWN z 2000 r. pod red. M. Bańko podaje formę skrzaty w bierniku liczby mnogiej. Która forma i dlaczego jest poprawna?

    Z góry dziękuję za pomoc.
    Danuta Podgórska
    Szanowna Pani Danuto,
    Istotnie słowniki nie są tu zgodne. Myślę, że wpływa na to kierunek skojarzeń autorów haseł. O małych duszkach skłonni jesteśmy raczej myśleć jak o stworzonkach, nie ludziach, i wtedy chętniej powiedzielibyśmy: „Widziałem jakieś skrzaty” (jak elfy, gnomy czy, w zasadzie, krasnoludki). Gdy, mówiąc skrzat, myślimy o małych dzieciach, brzdącach - możemy powiedzieć raczej: „Widziałem jakichś skrzatów” (jak brzdąców, maluchów) - choć tu może także pojawić się nacechowana forma bezosobowa „Widziałem jakieś brzdące, maluchy i skrzaty".
    Podsumowując: dopuśćmy (jak to czyni np. Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN pod red. A. Markowskiego) obie formy jako poprawne, a raczej uznajmy wyraz skrzat za taki, który może odmieniać się męskoosobowo lub niemęskoosobowo.
    Pozdrawiam -
    Jerzy Bralczyk, prof., Uniwersytet Warszawski

    W istocie skrzat w Innym słowniku języka polskiego jest dwurodzajowy, o czym świadczy odpowiedni symbol w zapisie gramatycznym na marginesie. Forma skrzaty podana w głownym łamie odnosi się do mianownika liczby mnogiej, biernik zaś, według tego słownika, brzmi skrzaty albo skrzatów.

    Mirosław Bańko

  • 6.09.2002

    czirliderki i mażoretki

    Jak brzmi prawidłowa nazwa grupy dziewcząt występujących przed imprezami sportowymi lub w pochodach - pokazach ulicznych? Nazwy, z jakimi się spotkałem, to:
    - mażoretki,
    - manżonetki.
    Proszę o poradę.
    Leszek Pindur.
    Przed imprezami sportowymi i w przerwach meczów występują zazwyczaj czirliderki (inaczej: cheerleaderki). W konkursie zorganizowanym kiedyś przez Politykę czytelnicy chcieli nazwać je pomponiarkami lub pomponistkami – od pomponów, którymi wymachują. Natomiast w pochodach ulicznych występują mażoretki. Nie mają one pomponów, lecz buławy, którymi potrząsają i żonglują. Jedne i drugie, niezależnie od nazwy, są ubrane w stylu estradowo-wojskowym: krótkie spódniczki, wysokie buty, często mundurek ze złotymi guzikami i czapka z daszkiem.
    We wspomnianym konkursie zgłoszono wiele propozycji spolszczenia tych nazw. Spośród polskich odpowiedników najbardziej spodobały mi się paraderki.

    Mirosław Bańko

  • 5.09.2002

    interpunkcja w nagłówkach listów

    Która z form rozpoczęcia pisma (listu) jest właściwa?

    Szanowni Państwo,
    uprzejmie proszę o podanie ...

    Szanowni Państwo!
    Uprzejmie proszę o podanie ...

    Serdecznie dziękuję.
    Czesław Dyrcz
    Wykrzyknik wygląda trochę alarmująco. Pisząc do obcej osoby, nie używałbym wykrzyknika w nagłówku listu, lecz przecinka. Natomiast w korespondencji prywatnej wykrzyknik jest odpowiedni ze względu na swój ekspresywny charakter.

    Mirosław Bańko

  • 4.09.2002

    pergamoński czy pergameński?

    Uprzejmie proszę o wyjaśnienie rozbieżności w zapisie przymiotnika od nazwy Pergamon. Według słownika ortograficznego przymiotnik winien brzmieć pergameński. Taka właśnie formę (chyba bez wyjątku) można znaleźć w 7-tomowej encyklopedii PWN. Jednakże w najnowszej, Wielkiej encyklopedii PWN znajdujemy formę pergamoński, np. hasło Berlin wspomina o Muzeum Pergamońskim. Co sądzić o tej rozbieżności? Czym jest spowodowana? Czy obie formy są równie poprawne?
    Jakoś bardziej „swojska” wydaje się nam forma z o, a więc pergamoński (używana na przykład w „Słowniku mitów” W. Kopalińskiego), ale pragniemy poznać opinię specjalistów.
    Z poważaniem
    Andrzej Szymczak
    Nie chodzi tu o zapis, rozbieżność dotyczy formy, a problem jest słowotwórczy, ponieważ wyrazy te mają różną genezę. Przymiotnik pergameński jest starszy, a powstał w nawiązaniu do łacińskiego przymiotnika, który najczęściej występował w wyrażeniu charta Pergamena, czyli ‘papier pergameński (pergamin)’; przymiotnik łaciński pochodzi z greckiego Pergamenós, co znaczyło ‘pochodzący z Pergamonu’. Przymiotnik pergamoński utworzony został bezpośrednio od nazwy Pergamon i jest – co zresztą pokazują Państwa obserwacje – nowszy. Obie formy są poprawne, pierwsza ma za sobą dłuższą tradycję, a np. w polskiej literaturze historycznej występują z reguły nazwy państwo pergameńskie, ołtarz pergameński, jej wadą jest natomiast to, że wymaga zapamiętania (choć nie jest to chyba trudne). Z tej zapewne przyczyny upowszechnia się forma pergamoński, którą można tworzyć doraźnie zgodnie z łatwym do zastosowania schematem: nazwa miejscowa + przyrostek -ski.
    A czy „obie formy są równie poprawne”? Choć przymiotnikowi pergamoński z gramatycznego punktu widzenia nic nie można zarzucić, zwykle pierwszeństwo daje się formom tradycyjnym. Lepiej zostawić tradycyjny przymiotnik w odnoszących się do starożytności utrwalonych wyrażeniach państwo pergameńskie, ołtarz pergameński, choć współczesne Pergamonmuseum (nazwa niemiecka) można by już przetłumaczyć jako Muzeum Pergamońskie.

    Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski

  • 29.08.2002

    PS

    Szanowna Redakcjo,
    Za każdym razem, jak piszę list, zastanawiam się nad poprawnym zapisem skrótu postscriptum. W Słowniku poprawnej polszczyzny PWN występuje jako poprawny jedynie skrót PS, bez kropki. Często jednak natrafiam na skróty wypisane poniżej. Moje pytanie brzmi: które z podanych zapisów są poprawne (weszły do powszechnego użycia) i które są najczęściej spotykane. Z góry dziękuję za odpowiedź.
    1. PS.
    2. P.S.
    3. PS:
    4. PS
    Nie tylko słowniki poprawnej polszczyzny, ale też słowniki ortograficzne podają jedynie pisownię PS, bez kropek. Natomiast słowniki mniej „doktrynalne”, a bardziej liczące się z życiem, jak Inny słownik języka polskiego czy też Słownik skrótów i skrótowców PWN, podają oboczną postać P.S., z dwiema kropkami. Pozostałe wymienione przez Pana wersje, a mianowicie PS. i PS:, są wynikiem dostawienia kropki lub dwukropka do „bezkropkowej” postaci skrótu, przy czym dostawiony znak pełni taką funkcję jak kropka zamykająca zdanie, a więc nie należy do skrótu.

    Mirosław Bańko

  • 29.08.2002

    przyłożyć ręki

    Konopnicka pisze o Asnyku: „Dziedziczy wreszcie naród po tym wielkim pieśniarzu swoim tę moc pełnienia służby ideału, którą długo i obficie czerpać będą ze schedy czynów jego ci, co ręki przyłożą do zaczętych przez niego prac społecznych”. Własnie, dlaczego „ręki przyłożą” a nie rękę (ręce) przyłożą.
    Pozdrawiam.
    W słowniku Lindego jest tylko „przyłożyć ręki, pracy, sił do czego”, co można interpretować jako dopełniacz cząstkowy i uzupełniać w myślach o słowo trochę. Konstrukcja przyłożyć rękę jest późniejsza, a powstała prawdopodobnie z chęci nadania sensu mało zrozumiałej już konstrukcji partytywnej (jak rękę podzielić na części?). Współczesne słowniki notują obydwie postaci tego zwrotu: przyłożyć ręki i przyłożyć rękę. Natomiast przyłożyć ręce to innowacja poza normą, niegodna polecenia.

    Mirosław Bańko

  • 28.08.2002

    tęsknić

    Która z form jest poprawna: tęsknić za kimś czy do kogoś? A może tęsknię do Ciebie (osoba), ale za domem (rzecz)?
    Według Innego słownika języka polskiego PWN „tęsknimy za kimś lub za czymś minionym lub utraconym, np. za osobą, z którą musieliśmy się rozstać, lub za miejscem, które musieliśmy opuścić” oraz „tęsknimy do czegoś, czego nigdy nie mieliśmy lub nie zaznaliśmy”. Słownik podaje wiele przykładów, m.in. „Tęsknił za domem, za żoną i za małą córeczką” oraz „Zawsze tęskniłem do wielkiej miłości”. W pierwszym znaczeniu zamiast tęsknić za kimś (czymś) można też powiedzieć tęsknić do kogoś (czegoś), np. „To dobrze, że przyjechałaś, ojciec tęsknił już do ciebie” (tamże). Natomiast w drugim znaczeniu konstrukcji do czegoś nie zastępuje się konstrukcją za czymś.

    Mirosław Bańko

  • 27.08.2002

    biegła rewident i redaktor naczelna

    Dzień dobry,
    czy kobieta wykonująca zawód biegłego rewidenta i głównego księgowego to - odpowiednio - biegła rewident i główna księgowa, czy może jednak biegły rewident i główny księgowy?
    Serdecznie pozdrawiam,
    Sławomir Góral
    Odpowiedź wymaga szerszego spojrzenia na system rodzajowy. Polszczyzna należy do języków, które dysponują sufiksami żeńskimi dla rzeczowników osobowych. Większość z takich języków, w tym czeski, a spoza słowiańszczyzny niemiecki, stosuje te sufiksy regularnie, jest więc prezident i prezidentka, jest Präsident i Präsidentin. Polszczyzna i rosyjski poszły inną drogą i dla niektórych zawodów czy funkcji, dawniej rzadko wykonywanych czy piastowanych przez kobiety, zablokowały tworzenie nazw żeńskich. Niektóre nazwy żeńskie zyskały funkcję lekceważącą, ironiczną i dlatego nie są godne polecenia, np. profesorka, doktorka. Warto pamiętać, że jeszcze 60 lat temu mówiło się docentka i profesorka uniwersytetu bez żadnej ironii, choć kobiet profesorów i kobiet docentów (tak powiemy dzisiaj) było mniej. Dziś rewident, a także profesor i docent to według podręczników gramatyki rzeczowniki dwurodzajowe, czyli takie, które wchodzą w związki zgody z przymiotnikami i czasownikami w rodzaju męskim lub żeńskim: „Biegła rewident sprawdziła rachunki”. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę ze sztuczności takich tworów w polszczyźnie. Spróbujmy bowiem utworzyć liczbę mnogą: biegłe rewidenty/ biegłe rewidenci – horror. Tylko: „Biegli rewidenci sprawdzili rachunki” – o mężczyznach lub w referencji (odniesieniu) ogólnym bez względu na płeć albo: „Biegłe rewidentki sprawdziły rachunki” – o kilku konkretnych paniach.
    Tytuły z przemieszanym rodzajem (z tzw. rzeczownikiem dwurodzajowym z końcówką zerową męską i przymiotnikiem w r. żeńskim): redaktor naczelna, biegła rewident, doktor habilitowana są akceptowane, ale tylko w liczbie pojedynczej i referencji szczegółowej (oznaczają konkretną osobę, a nie cechę tej osoby lub zbiór osób). W dziwacznym zdaniu: „Ona jest doktor habilitowaną, a jej siostra tylko doktorem” – słowo doktor odnosi się do cechy, a słowo ona do osoby. Lepiej byłoby powiedzieć „Ona jest doktorem habilitowanym (...)”.
    Radzę więc tam, gdzie się da, tworzyć formy żeńskie rzeczowników, np. rewidentka. Być może z czasem przyzwyczaimy się z powrotem do form profesorka i redaktorka, choć dziś są one ryzykowne. Jeśli używamy rzeczownika w formie męskiej, lepiej zostawić oba człony nazwy złożonej w rodzaju męskim: doktor habilitowany, redaktor naczelny lub, jeśli komuś się nie podoba rewidentkabiegły rewident. Natomiast połączenie biegła rewident, choć akceptowane przez większość gramatyków i potwierdzone przez stopki redakcyjne czasopism z tytułem redaktor naczelna, odradzam jako trudne i sprawiające kłopot w odmianie przez przypadki i liczby. Można je stosować, ale w podpisie, na pieczątce, liście płac. Nie w żywym języku.
    Połączenie główna księgowa nie budzi chyba wątpliwości.

    Marek Łaziński, Uniwersytet Warszawski

  • 26.08.2002

    francuskie tytuły arystokratyczne

    Drodzy Państwo!
    Mam problem, który nie dotyczy może bezpośrednio pisowni polskiej, ma z nią jednak związek. Otóż chodzi o zasady pisowni imion i tytułów arystokratycznych osób spoza Polski.
    Wiem, że ogólne zasady pisowni imion wymagają, aby imiona postaci panujących (np. królów) lub funkcjonujących powszechnie w polskiej świadomości (np. Joanna d'Arc) spolszczać, zaś pozostałe pozostawić w formie oryginalnej. Tak przedstwia się sytuacja w większości książek, z którymi miałem do czynienia. Jadnakże prof. W. Dworzaczek w swojej Genealogii (zestaw tablic genealogicznych rodów panujących w Polsce i krajach ościennych) ominął powyższą zasadę, spolszczając bez wyjątku wszystkie imiona. Wydaje mi się, że w tym przypadku zabieg ten nadał zestwieniom genealogicznym przejrzystości - jest więc uzasadniony.
    Gorzej sprawa przedstawia się z tytułami arystokratycznymi. W różnych publikacjach spotkałem się z różną ich pisownią. Np. w biografii Ludwik XVI pióra Jana Baszkiewicza (Wrocław 1983) sam król, przed objęciem władzy, nosi tytuł księcia Berry. Natomiast jego bratanek, który nigdy władzy nie objął, tytułowany jest już księciem (diukiem) de Berry. Przytoczę jeszcze jeden przykład. W powyższej książce brat Ludwika XVI (przyszły Karol X) tytułowany jest hrabią Artois, natomiast w biografii Karola X autorstwa José Cabanisa (W-wa 1981)- hrabią d'Artois. Takie przykłady można zresztą mnożyć w nieskończność.
    I tutaj pojawia się mój problem i moje pytanie. Opracowuję właśnie tablicę genealogiczną francuskiej dynastii Burbonów. Pojawia się tam mnóstwo osób zarówno panujących, jak i posiadających czysto tytularne godności arystokratyczne, wiele odsób, które są Polakom znane dobrze jak i nie. Jak postąpić w takiej sytuacji? Być może w przypadku tytułów obowiązuje podobna zasada jak i w przypadku imion? A jeśli tak, to czy dla zachowania przejrzystości mogę zrezygnować z przedrostków de, d' itp.?
    Proszę Państwa o sprecyzowanie zasad obowiązujących w przedstawionych przeze mnie przypadkach i z góry dziękuję za odpowiedź.

    Z poważaniem
    Przemo Jaworski
    Francuski rodzajnik (przedimek) de, przybierający formę d’ przed samogłoskami i h, może poprzedzać tytuły arystokratyczne lub nazwiska. Jeśli pojawi się przed nazwiskiem, stanowi jego integralną część, i nie może być opuszczany, toteż piszemy np. Alfred de Musset. Nazwiska takie pochodzą od przydomków, a te z kolei od nazw miejscowych, jednak nie tłumaczymy ich, chociaż łatwo znaleźć polski odpowiednik, np. Jean de La Fontaine (1621-95) mógłby być Janem z La Fontaine. Ten sposób tworzenia nazwisk znany jest też w Polsce, na przykład Zbigniew z Oleśnicy (1389-1455) stał się Zbigniewem Oleśnickim.
    Rzecz przedstawia się inaczej, gdy chodzi o przydomek arystokratyczny, stanowiący ostatni składnik wieloelementowej nazwy osobowej. Król Francuzów Karol X (1757-1830), nim zasiadł na tronie, znany był jako Charles Philippe de Bourbon, comte d’Artois, co możemy przełożyć jako Karol Filip z (dynastii) Burbonów, hrabia Artois. Jean de France, duc de Berry (1340-1416) to w polskiej formie Jan Francuski, diuk Berry. Sformułowanie znajdujące się na końcu powinno nosić - zgodnie z naszym zwyczajem językowym - formę diuk (książę, hrabia itp.) Artois (Berry, Poitou itd.), pomijamy więc de, które służy tu do utworzenia formy dopełniacza, lub jego polski odpowiednik - przyimek z. Analogię stanowią polskie określenia typu książę śląski/Śląska.
    Wyrażenia typu hrabia d’Artois, diuk de Berry mają charakter hybrydyczny, gdyż po polskim rzeczowniku pojawia się francuski przedimek, toteż lepiej ich nie używać. Oczywiście jeśli te nazwy występują w brzmieniu oryginalnym, przedrostek de pozostawiamy.

    Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski

Copyright © 1997-2013 Wydawnictwo Naukowe PWN SA
infolinia: 0 801 33 33 88