znajdź słowa:  w kategorii:  jak szukać? nazapki

Lista odpowiedzi

RSS - poradnia Zasubskrybuj nowości przez RSS (co to jest?)

wpisy 1 - 10 z 58 znalezionych

  • 16.05.2014

    jeleń Morozovej?

    Szanowna Poradnio,
    Tłumaczę właśnie z angielskiego II tom cyklu fantasy, w którym świat przedstawiony jest zainspirowany XIX-wieczną Rosją. W tomie I ważny był Morozova’s stag, co z uwagi na żeńską formę nazwiska przełożyłam jeleń Morozovej, stosując konsekwentnie odmianę przymiotnikową. Jednak w tomie II okazuje się, że Morozova to postać męska, w dodatku zainspirowana świętym prorokiem Eliaszem. Czy da się gramatycznie wybrnąć z tej sytuacji?
    Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.
    Nie znam utworu, a nieznajomość kontekstu sprawia, że bardzo trudno udzielić odpowiedzi. Mogę tylko się domyślać, że angielska forma to błąd autora, który nie poradził sobie z odczytaniem tej dopełniaczowej formy nazwiska (powinno być zapewne Morozov’s stag). Myślę, że najrozsądniej przekształcić tę formę na jeleń Morozowa, bo zmieni nam się tylko końcówka w nazwisku.
    Gdyby tom pierwszy miał zostać wznowiony, wystarczy końcówki poprawić. Można się spodziewać, że czytelnicy zauważą tę modyfikację, w takim razie zalecam rzeczowe objaśnienie problemu, np. w witrynie wydawcy lub jakimś forum internetowym gromadzącym miłośników powieści.

    Jan Grzenia

  • 5.02.2014

    nazwa własna w tekście nieoficjalnym

    Jaką literą powinien być pisany "Urząd do Spraw Wyznań" w tekście nieoficjalnym?
    Nie znam żadnej nieoficjalnej nazwy tego urzędu, a pełną nazwę instytucji nawet w liście prywatnym zapisuje się wielkimi literami. Chyba że nie chce Pani użyć nazwy własnej, lecz gatunkowej. Czasem nazwy takie brzmią identycznie i różnią się tylko wielkością liter, np. Ministerstwo Transportu (konkretny resort o tej nazwie) i ministerstwo transportu (jeden z wielu tego rodzaju resortów, które w różnych krajach lub w różnych okresach mogą zajmować się transportem, a nazwy mają zupełnie różne).

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

    1. 5.02.2014
      Czytelnicy poradni zwrócili uwagę, że zgodnie z polską ortografią wyrażenie do spraw w nazwach instytucji powinno być pisane małymi literami (to samo zresztą dotyczy skrótu ds.), por. zasadę 18.27 WSO PWN. To prawda: w odpowiedzi skupiłem się na innej kwestii, przeoczywszy szczegół, który nie jest bez znaczenia. Sprawa jednak nie jest całkiem jasna, gdyż słowa do spraw wcale nie muszą być rodzajem przyimka, może być też tak, że Sprawy Wyznań należą do członów głównych nazwy, a przyimkiem jest tylko do. Jeśli chodzi o instytucję powołaną do życia ustawą z dn. 19.04.1950 r., to jej nazwa w treści ustawy jest pisana tak jak w pytaniu: Urząd do Spraw Wyznań. Taka pisownia występuje też w ustawie z 23.11.1989 r., likwidującej ww. urząd.

      MB

  • 29.01.2014

    kwestie dwie

    Szanowne Państwo,
    mam pytanie, czy wyraz specpułk, który media często używają, jest poprawny? I mam jeszcze jedno pytanie: czy zdanie (które znalazłam w gazecie): „dumnie prezentuje się i puszy” to pleonazm. Zgodnie z SJP PWN puszyć się to dumnie się prezentować, więc powinien to być błąd, ale nie jestem pewna.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Wyrazy typu specgrupa, speckomisja krytykowano kiedyś jako rusycyzmy, zbudowane niezgodnie z tradycyjnymi modelami polskiego słowotwórstwa. Obecnie należałoby je co najmniej tolerować ze względu na rozpowszechnienie. W słowotwórstwie polskim zresztą jest więcej oznak internacjonalizacji i wiele dawniej krytykowanych formacji słowotwórczych dziś już nie razi albo nie bardzo razi.
    Nie każdy przykład dublowania treści jest błędem, wielokrotnie o tym była mowa w poradni. Czasem za powtórzeniem treści przemawiają względy językowej ekspresji. Osobiście nie widzę w zacytowanym zdaniu nic złego.
    Pozwolę sobie na koniec wytknąć Pani błąd w pytaniu: „który media często używają”. W polszczyźnie ogólnej, nieregionalnej, powinno być: którego media często używają. Nie wiem, czy jako błąd traktować formułę powitalną: Szanowne Państwo, wolę założyć, że jest to literówka.
    Proszę wybaczyć to wytykanie pomyłek, zazwyczaj po prostu poprawiam usterki w pytaniach, ale czasem warto je potraktować szkoleniowo. Wszyscy uczymy się na błędach, mnie też niejedną nieścisłość wytknęli czytelnicy poradni (widać to w dopiskach).

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

  • 11.12.2013

    dystansujący cudzysłów

    Dzień dobry,
    mam pytanie dotyczące cudzysłowu. Czy poprawne jest użycie go zamiennie jako synonimu wyrażenia tak zwany lub wówczas tak zwany (by zaznaczyć pewną odległość czasową epoki i dystans piszącego)? Np. „(...) w epoce «buntu mas» (...)”?
    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam.
    Można używać cudzysłowu dla okazania dystansu, WSO PWN informuje o tym w par. [444], ale ogranicza jego użycie tu do wyrażenia ironii. Tymczasem funkcje dystansującego cudzysłowu są bardziej zniuansowane, co przytoczony przez Panią przykład dobrze ukazuje. Trudno mi ocenić poza kontekstem, czy w danym tekście intencja autora zostanie trafnie odczytana, być może czytelnicy – podobnie jak ja – pomyślą, że bunt mas znalazł się w cudzysłowie nie tyle dla wyrażenia dystansu, ile w celu nawiązania do głośnej książki Joségo Ortegi y Gasseta pod tym samym tytułem.

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

  • 1.11.2013

    formuły powitalne

    Szanowni Państwo,
    pozwolę sobie nie tyle na pytanie, ile na podzielenie się myślą, być może godną rozważenia (publikacji – już niekoniecznie, choć i to pozostawiam przecież Państwa uznaniu). Doświadczenie podpowiada, że dostrzeżony u siebie błąd lub językowa niezręczność, wcześniej notorycznie popełniane, zaczynają razić ze szczególną siłą, co wynika najpewniej z jednej z najwspanialszych człowieczych właściwości – wstydu. Zarazem jednak przykrości dostarcza zarówno bycie osobiście pouczanym, jak i karcenie. Stąd dobrze rozumiem, że przestali Państwo tępić zwrot Witam!, gdy otwiera mejle, mimo że czytanie go w listach na stronie Poradni skłania ku przedsiębraniu podobnych rozpoczęć. Być może jednak – oszczędnie, delikatnie i potencjalnie skutecznie – w zakładce zadaj pytanie, koniecznie przed formularzem, warto umieścić taką lub ową wiadomość, która by nieszczęsne witania zwalczała; albo – zbiór wypisków z korespondencyjnych prawideł? Niechby ktoś poczuł się urażony, niechby snobizm zarzucał – myślę, że korzyści i tak byłoby bez porównania więcej.
    Kreślę się z poważaniem
    — Mieszko Wandowicz

    PS Tutaj przyznam, że marzy mi się, iżby w polszczyźnie, nade wszystko polszczyźnie mejlowej, zaistniała forma, może odrobinę przewrotna, rozwiązująca wszelkie powitaniowe kłopoty – obecne, gdy trudno wybrać odpowiedni zwrot grzecznościowy: „Proszę witać, Szanowni Państwo, proszę serdecznie witać!”. Nadrzędność adresata, a przeto tego, który odgrywa rolę gospodarza, zaznaczona jest wyraźnie, uprzejmość nie powinna, jak sądzę, budzić poważniejszych zastrzeżeń, pytanie zaś, jakim mianem określić odbiorcę, w dodatku ostrożnie nakłanianego do życzliwości, jeżeli nie znika, to przynajmniej się oddala. Na mejle rozpoczęte słowami Proszę witać odpisywałbym z olbrzymią przyjemnością. (Rzecz jasna w odpowiednim kontekście; szczegółowe wytyczne są zresztą do przemyślenia, swoboda zaś – póki nie w nadmiarze – językowi przecież tylko służy).
    Dziękuję za obszerną wypowiedź, aż dziwię się, że udało się Panu tak długą wysłać w sytuacji, gdy inni korespondenci skarżą się, że automat blokuje im długie pytania.
    Inicjalnego Witam nie poprawiamy w wypowiedziach korespondentów nie tylko dlatego, że się do niego wszyscy – chcąc nie chcąc – przyzwyczajamy, ale i dlatego, żeby zostawić po nim pamiątkę, dokument czasu. Może kiedyś jakiś badacz zwyczajów językowych Polaków zwróci uwagę, że nawet w pytaniach do poradni językowej używa się tej formuły, na którą eksperci poradni się krzywią (jedni mniej, drudzy bardziej).
    Jeśli chodzi o propozycję, byśmy witali się formułą Proszę witać, to nie umiem traktować jej inaczej niż jako żartu i zgaduję, że tak została pomyślana. Skoro Witaj wydaje się części z nas niestosowne w oficjalnych kontaktach, nie dość uprzejme, to uprzejmiejsze formalnie Proszę witać powinno czynić zadość oczekiwaniom. Są jeszcze uprzejmiejsze formy niż nieco zdawkowe Proszę..., które mogłyby stać się podstawą bardzo wytwornych formuł powitalnych, np. „Czy zechciałby się Pan uprzejmie pozwolić przywitać?”.
    Ale może na tym zakończmy, bo czytelnicy skłonni do traktowania spraw językowych serio mogliby mieć do nas pretensje.

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

  • 30.06.2013

    tremo

    Witam!
    Ktoś w pewnym tekście napisał, cytuję: „Niezwykle wysokie i szerokie lustro trema łączyło się z palisandrową konsolą...”. Zdanie to wywołało wiele dyskusji na temat zwrotu lustro trema. Autor zaciekle broni swej wersji, jednak ja chciałabym zapytać, czy aby nie jest to jednak zwrot pod każdym względem niepoprawny?
    Pozdrawiam!
    Takie lustro nazywa się u nas tremo (z francuskiego trumeau). Jest to rzeczownik nijaki, wystarczyłoby napisać więc: „Niezwykle wysokie i szerokie tremo łączyło się z palisandrową konsolą...”. Jeśli autor obawia się, że czytelnicy mogą nie znać tego wyrazu (obawa skądinąd uzasadniona), może użyć konstrukcji apozycyjnej, takiej jak samochód cysterna. W tej wersji otrzymamy zdanie: „Niezwykle wysokie i szerokie lustro tremo łączyło się z palisandrową konsolą...”. Dla wersji zacytowanej w pytaniu nie widzę uzasadnienia.

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

  • 24.03.2013

    zaproszenia ślubne

    Proszę o pomoc w napisaniu nazwisk Klebs, Dysk, Rosada, Nalewka na zaproszeniach ślubnych. Mamy zaszczyt zaprosić:
    Sz. P. Irenę i Czesława Klebs czy Klebsów?
    Sz. P. Irenę i Czesława Dyks czy Dyksów?
    Sz. P. Irenę i Czesława Rosada czy Rosadów?
    Sz. P. Irenę i Czesława Nalewkę czy Nalewków?
    Z poważaniem
    Renata Babińska
    Widać, że zbliża się Wielkanoc, bo w naszej poradni przedślubne ożywienie. Stąd apel: Szanowni Państwo, PT Czytelnicy i Korespondenci Poradni Językowej PWN! Nazwiska gości w zaproszeniach z zasady odmieniajmy, a nazwy par małżeńskich kładźmy w liczbie mnogiej.
    Jeśli chodzi o osoby wymienione w pytaniu, to odpowiednie formy brzmią: Klebsów, Dyksów, Rosadów, Nalewków.

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

  • 18.03.2013

    najwięcej polskich liter

    Jakie polskie słowo zawiera najwięcej polskich znaków diakrytycznych?
    — lumay, wierny subskrybent poradni
    Nie wiem, nie interesowało mnie to, ale jestem pewny, że czytelnicy poradni wiedzą i że zechcą podzielić się z nami swoją wiedzą.

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

    1. 17.03.2013
      Wyrażeniami, które zawierają najwięcej polskich znaków (i nie tylko polskich, a charakterystycznych dla danego alfabetu) są pangramy. Myślę, że wśród tych wyrażeń czytelnik znajdzie taki, który będzie polskich liter zawierał wyjątkowo dużo.

      Paweł Chmielewski

    2. 18.03.2013
      Na to pytanie można odpowiedzieć, sięgając po dane zawarte w Słowniku gramatycznym języka polskiego (www.sgjp.pl).
      Zakładam, że pytający uważa za słowo ciąg liter alfabetu polskiego bez dywizu i spacji. Najdłuższym słowem polskim złożonym z samych znaków diakrytycznych wydaje się być żółć. Trzyliterowych jest kilka: łóż, łżą, żąć, żął itd.
      Najwięcej (sześć) różnych takich liter zawiera kilka słów, z których najnaturalniej brzmi współdźwięczność (współdźwięcznością). Inne przykłady: żółciopędność, półciężkość, brązowożółtość (i ich formy narzędnikowe).
      Najwięcej (siedem) takich liter zawierają słowa: żółtoróżowością (żółtoróżowość) i różowożółtością (różowożółtość).
      Zapewne, wykorzystując rozmaite kombinacje złożeń, można stworzyć poprawne słowa, które zawierają jeszcze więcej liter ze znakami diakrytycznymi.
      W tekstach polskich znajdziemy inne przykłady, które mogłyby zainteresować pytającego, ale są to wyrazy, które nie pojawiają się w słownikach, np. Ćśśśśśśśś.

      Robert Wołosz, Uniwersytet w Pécsu

    3. 18.03.2013
      Na uwagę zasługuje 7-literowy wołacz czasownika żółcić z podwójną partykułą wzmacniającą -ż(e), czyli żółćżeż! (6 polskich znaków), a także np. biernik rzeczownika półciężarówka: „Taką półciężarówkęś (7) ty kiedy prowadził?”. Jednak bezkonkurencyjne są słowa, których budulec to liczebniki – korzystając z zasad słowotwórstwa, otrzymujemy takie w pełni poprawne słowa, jak: „Z tą pięćdziesięciopięcioipółlatkąście (8) się już spotkali”, „Z tysiącpięćsetpięćdziesięciokrotnościąśmy (9) mieli do czynienia po raz pierwszy”. Ową -krotność można praktycznie dowolnie powiększyć, można też zamienić ją na lepszą o jedno ą -kątność (czyli cechę wielokąta mającego daną liczbę kątów) itd.

      Michał Gniazdowski

    4. 18.03.2013
      Słowa, które mają najwięcej polskich znaków diakrytycznych w stosunku do swojej długości:
      łażącą, łożącą, łóżmyż, łóżże, łżącą, żąłeś, żęłaś, żółcą, żółcę, żółć
      Korzystałem ze słownika slowa-win.txt, który znalazłem kiedyś, gdzieś w internecie. Pewnie to nie jest najlepsze źródło, ale może wystarczy.

      Krzysztof Kołodziejczyk

    5. 18.03.2013
      Chciałbym spróbować odpowiedzieć na zadane kilka dni temu pytanie: jakie polskie słowo zawiera najwięcej polskich znaków diakrytycznych?
      Niewątpliwie na uwagę zasługuje wyraz żółć – złożony wyłącznie z liter diakrytyzowanych. Oprócz niego można wymienić np. niedołężność, różowożółty (żółty z odcieniem różowym), różowo-żółty (różowy i żółty), żółtość i... nienotowaną przez słowniki różowożółtość.

      Patrycjusz Pilawski

    6. 18.03.2013
      Na tym kończymy wymianę opinii o słowach mających najwięcej polskich liter (w skrócie: ogonków). Tak duża liczba głosów pokazuje, że apel o niepomijanie polskich liter w korespondencji elektronicznej, wystosowany z okazji ostatnich obchodów Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, nie trafia w próżnię. Nawiasem mówiąc, akcji, której patronuje Rada Języka Polskiego, nadano nazwę „Język polski jest ą-ę'', w której ostatnie „słowo'' też składa się wyłącznie z polskich liter.
      Zważywszy na to, że ogonek to jedno z niewielu zapożyczeń z polszczyzny znanych w różnych językach, możemy być z naszych ogonków dumni.

      Redakcja

  • 12.03.2013

    Staropolszczyzna w wersji audio?

    Gdzie można znaleźć nagranie audio brzmienia starodawnej polszczyzny, tj. rekonstrukcji aktorskiej sposobu, w jakim dawniej potocznie mówiono?
    Mógłbym odpowiedzieć jak sprzedawczynie w większości sklepów przed 30 laty: „Nie ma!’’. Nie mamy wszak nagrań z epok, kiedy nie umiano utrwalać dźwięku. Aktorzy, o czym niżej, nagrywali teksty utworów literackich, ale to nie mowa potoczna dawnych wieków. Może jednak nasze rozważania zachęcą kogoś do stworzenia takich nagrań, gdzie aktorska ekspresja byłaby solidnie skonsultowana z historykami języka.
    Temat jest frapujący. Mamy możliwość stwierdzić, jak bardzo inaczej niż dzisiejsza brzmi nawet polszczyzna sprzed czterdziestu lat (Pan Tadeusz z roku 1970), z dużym udziałem kresowego zaśpiewu i z aktorskim, scenicznym, przedniojęzykowo-zębowym ł, a cóż dopiero polszczyzna przedwojenna, choćby w ustach mieszkańców „polskiego Londynu’’ sprzed pół wieku, którą udostępnia dziś Polskie Radio. Tym bardziej więc chciałoby się usłyszeć prawdziwą staropolszczyznę.
    Ze średniowiecza mamy zapisy fragmentów języka potocznego, mówionego, choć w sytuacji urzędowej, czyli w sądzie. W księgach sądowych, na przykład brzesko-kujawskich (to jest z Brześcia Kujawskiego) w narrację łacińską wpleciono wypowiedź w języku polskim:
    Tako mi pomoschi bog etc. Jako, czsom ranczil Luchnin posag Andrzeyeu, manszu gey, XXX marcas, to mu Sczepan szaplacyl, y stego rancogemstwa mya Andrzey wypuscyl (z roku 1418, s. 45).
    Żeby ją usłyszeć, trzeba by ustalić, jak ten zapis mógł rzeczywiście brzmieć, porozumieć się co do barwy samogłosek i stopnia miękkości spółgłosek oraz jakości ich połączeń i nakłonić kogoś do nauczenia się tego oraz nagrać efekt. Czy z XV-wiecznej Biblii królowej Zofii dałoby się zrobić audiobook? Chętnie bym posłuchał.
    XVI-wieczne utwory literackie – a więc teksty nam już bliższe, inaczej zapisywane – były czytane przez aktorów i nagrywane. Zasługi w tej dziedzinie mieli tacy mistrzowie słowa, jak A. Hanuszkiewicz, G. Holoubek, A. Łapicki, W. Siemion. Płyty z takimi nagraniami były wydawane dla miłośników poezji staropolskiej oraz jako pomoc metodyczna dla nauczycieli. Z pewnością są dostępne w zbiorach audiowizualnych wielu bibliotek (zob. np. link). Teksty staropolskie wystawiano w teatrach. Interesujące były reżyserowane przez K. Dejmka Historyja o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka i Żywot Józefa Mikołaja Reja. Można też wspomnieć o Trenach Kochanowskiego w Teatrze Narodowym. Są to jednak interpretacje aktorskie, a nie filologiczne. Nie uwzględniają wielu istotnych cech fonetycznych, aby nie utrudniać rozumienia współczesnemu odbiorcy.
    Wyobrażamy sobie współcześnie, że nasi przodkowie mówili w zasadzie tak samo jak my, lecz nieco wolniej i głośniej, dobitniej akcentując samogłoski – ten potoczny stereotyp oddali wykształceni filologicznie artyści Kabaretu Moralnego Niepokoju.
    Mamy też do czynienia ze staropolskimi tekstami śpiewanymi, na czele z Bogurodzicą. Współcześni wykonawcy muzyki dawnej z polskimi tekstami zgłębiają wszelkie informacje o wykonawstwie, ale w sferze wymawiania głosek i ich połączeń można by jeszcze sporo zdziałać. Niemniej jednak warte zauważenia są dokonania Marcina Bornus-Szczycińskiego (zob. też link) i zespołu muzyki dawnej Ars Nova. I tu zbiegają się fascynacje muzyków i pytanie o język. Mianowicie bardzo ciekawą intuicją jest szukanie prawdy o dawnych sposobach śpiewania, a więc poniekąd też mówienia, w tradycji ludowej. Ten właśnie zespół podjął współpracę ze śpiewaczką ludową Apolonią Nowak z Kadzidła na Kurpiach (np. pieśń pasyjna Dobranoc, głowo święta). Wielu cech archaicznych można się dopatrzyć w śpiewie zespołu Jarzębina z Kocudzy, oczywiście nie w przeboju Koko... (Płaccie, enieli). Pomostem między kulturą wyższą i plebejską były pieśni dziadowskie, wykonywane na odpustach i jarmarkach. Tę tradycję może nam zilustrować Kapela Brodów i pieśń Gdyśmy przyszli do kościoła.
    Tak oto przeszliśmy od filologii i muzyki do doświadczeń dialektologów. Zaprowadziła nas tam żywa tradycja ludowa. Znany dialektolog prof. Józef Kąś powiada, że kto chce posłuchać XVI-wiecznej polszczyzny, powinien wybrać się na Orawę. Jest w tym nieco przesady powodowanej miłością do stron rodzinnych, ale i sporo prawdy – mowa Orawian zachowuje takie dawne cechy, jak obecność tzw. samogłosek pochylonych (o w stanie „idealnym’’, a i e już nieco odmienionych, silną labializację o oraz bardzo wyraźną opozycję l jako głoski zawsze miękkiej i ł jako twardej, artykułowanej zębowo.
    To samo zresztą proponował prof. Stanisław Urbańczyk w artykule z 1953 r. Jaką polszczyzną mówił Jan Kochanowski i jego rówieśnicy, zakończonym wnioskiem:
    Kto chce usłyszeć, jak mówili wielcy pisarze złotego wieku i ich ówcześni czytelnicy, powinien wyjechać na wieś, przede wszystkim wielkopolską i małopolską, i to jak najbardziej zacofaną. Nie będziemy długo w tym szczęśliwym położeniu. Gwary giną pod naciskiem języka ogólnego i jesteśmy pewnie ostatnim pokoleniem, które może z żywych ust ludzkich słyszeć zamierające cechy dawnej polszczyzny.(...). (s. 224)
    Nie można jednak współczesnych faktów językowych notowanych w gwarach utożsamiać z polszczyzną sprzed pięciu wieków, bowiem w gwarach mamy do czynienia z licznymi innowacjami, zwłaszcza fonetycznymi. Nie ułatwiają nam też wyobrażenia sobie dawnej polszczyzny powtarzane także przez naukowców frazesy, jak ten na przykład o mowie Górnoślązaków jako języku „Rejów i Kochanowskich’’. Oczywiście idzie tu głównie o pewne cechy gramatyczne, ale gdy szukamy danych o intonacji, „melodii’’ mowy, to przede wszystkim nie w pełni można zestawić dzisiejszą intonację śląską z domniemaną intonacją Jana Kochanowskiego, północnego Małopolanina i urodzonego na Rusi Czerwonej Mikołaja Reja. Dziś dostrzegane różnice brzmieniowe między Górnoślązakami, osobami pochodzącymi spod Radomia czy Kozienic oraz Lwowianami w pewien sposób mogą nam ukazywać dawne zróżnicowanie, bo w znacznym stopniu kontynuują stan XVI-wieczny.
    Powyższe rozważania muszą nam na razie zastąpić wehikuł czasu.

    Artur Czesak, Uniwersytet Jagielloński

  • 8.02.2013

    Boska komedia

    Szanowni Eksperci,
    chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób powinniśmy zapisywać tytuł dzieła Dantego: Boska komedia czy Boska Komedia? Dostępne mi słowniki sankcjonują tylko pierwszy zapis. Z kolei niektóre źródła (np. Wikipedia) podają, że człon komedia także powinien być pisany wielką literą, gdyż, jak wiemy, to on był sam w sobie całością tytułu (przymiotnik boska dodano później, być może jest to zasługa Boccaccia). Czy drugą wersję można zatem uznać za poprawną?
    Dziękuję za odpowiedź.
    Dominik
    Przejrzałem wyrywkowo podręczniki historii literatury oraz encyklopedie i widzę, że istotnie pisownia jest zróżnicowana. WSWO ma jednak tylko pisownię z małym k, katalog BN, a także BUW – tam samo. Co więcej, pisownia Boska komedia jest zgodna z ogólną regułą. W tej sytuacji radzę używać jej jako podstawowej, a na zapis Boska Komedia decydować się wtedy, gdy jesteśmy pewni, że czytelnicy nie będą w nim upatrywać błędu (w razie wątpliwości można uzasadnić ją w przypisku).

    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

 



Copyright © 1997-2014 Wydawnictwo Naukowe PWN SA
infolinia: 0 801 33 33 88